Apetyt na Polskę

konkurs_1
Obiecane książki wreszcie doszły, a że na inny adres to konkurs będzie w duecie. Już wyjaśniam.
Chciałabym podzielić się z Wami 6 egzemplarzami książki Apetyt na Polskę | Appetite for Poland | Appetito per la Polonia, trzy w wydaniu polsko-angielskim i trzy w wydaniu włosko-angielskim.
Dwa egzemplarze na blogu, Instagramie (tu-klik) oraz facebookowej stronie Ongolali (tu-klik).

konkurs
Wystarczy polubić mój profil na wybranym portalu (jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście) a w komentarzu zamieścić Wasze ulubione i przesmaczne wspomnienie kulinarne z dzieciństwa. W nadchodzącą niedzielę losowo (gdyż każde wspomnienie jest jednakowo ważne) wybiorę zwycięzców.
Zapraszam do konkursu i życzę wygranej.

Tymczasem podzielę się z Wami moim ukochanym wspomnieniem.

W niedzielne popołudnia, kiedy to już groźba poniedziałku ciążyła na żołądku, różnego odcieniu niepokoje wdzierały się w zakamarki podświadomości. Słońce przybierało złoty odcień wieczoru. Niedzielnie wystrojone rodziny wracały z mszy, w budującym się nowym kościele wprost na domową kolację. Wierzby płączące szumiały jakoś tak delikatnie, już jakby sennie. Z drewnianej budki zapach piwa mieszał się z cukrem pudrem rozpływającym się na jeszcze ciepłych gofrach. Zresztą żadne inne gofry nie smakowały już nigdy tak samo dobrze.

Wdrapywałam się na trzecie piętro szarego bloku. Mój, niestety już nieżyjący, dziadunio opuszczał swoje stanowisko z jaśkiem przy oknie i zasiadał w swoim wytartym bordowym fotelu. Podpierał brodę z delikatnym białym zarostem swoja spracowaną, opaloną dłonią zanurzając się we wszelkie troski świata podawane w wieczornych wiadomościach. Jakoś zawsze wieje z nich smutkiem. Jak gdyby na świecie brakowało już dobra.

Obrus uszyty przez dziadka ze starej firanki dumnie zdobił wiekowy rozkładany stół. Działkowe kwiaty w szklanym wazonie w kolorze bursztynu przypominały mu o tym, iż już jutro znów będzie mógł ruszyć do akcji pomiędzy grządkami tego, tak ukochanego kawałka ziemi. Jego małego prywatnego królestwa.

W za małej kuchni wesoło krzątała się niemałej postury babcia Danusia. Jej fartuszek rozchylał się kusząco nad zalotnym biustem. Włosy dokładnie ułożone w równomierne loki dyskretnie przypominały o tym, że damą się jest o każdej porze dnia i w każdych warunkach. Wrzątkiem z pogwizdującego niecierpliwie czajnika napełniała szklanki z metalowym kolorowym sitkiem i zaparzoną esencją herbacianą. Jeszcze plasterek cytryny i biały cukier. Starutki gruby talerzyk zapełniał się grubymi kromkami chleba z nieprzyzwoitą ilością prawdziwego masła. Na to plastry jędrnej cebulki i czerwonego soczystego pomidora. Szczypta pieprzu i szczypta soli.

Danka siadała do bordowego bliźniaczego fotela. Z wiadomości nadal sączyły się kolejne klęski. Herbata parzyła język. Biorąc każdy kolejny kęs kwaśno-słodki sok pomidora rozlewał się po placach. Cebulka pikantnie przełamywała jego smak, zaś słodki chleb dokańczał opery zmysłów. Już nigdy tak prosty zestaw nie smakował tak dobrze. Dziadkowie spokojnie dyskutowali nad losami dni kolejnych i wspomnieniami przeszłych. Firanka delikatnie poruszała się w rytm podmuchów wiatru. Gdzieś za kolejnymi ścianami odgrywały się podobne sceny pisane życiem rodzinnym.

6 comments

  1. Kanapki, które mama szykowała mi do szkoły, to najcieplejsze wspomnienie kulinarne.
    Było w tym coś magicznego, słodkiego wręcz w sąłacie i żółtym serze. W V klasie podstawówki mam powiedziała, że już chyba czas, żebym sama przygotowywała sobie śniadanie do szkoły. Robiłam je wg instrukcji i nigdy tak nie smakowały.
    Nie mam pojęcia, o co chodzi, może grubość chleba? A może jednak czegoś mi dosypywała, a do dziś nie chce zdradzić smaku? 🙂

    Po V klasie zdarzyło się kilka razy jeszcze, że mama zrobiła dla mnie kanapki i miały ten maminy posmak, śmiałyśmy się obie, że robię tak samo, daję te same składniki, a one mają zupełnie inny smak.

    Nie wiem, na czym to polega… 🙂 Ale to wspomnienie zawsze wywołuje u mnie uśmiech 🙂

    1. Mam dokladnie takie same przemyslenia, co do maminych kanapek. Niby wszystko tak i to samo, a jednak smak nie ten. Jednak musi byc w nich jakis magiczny skladnik! :))

    2. Najprzyjemniejsza wygrana. Byl tylko Pani komentarz. wiec ksiazka zostanie przeslana prosto w Pani rece. Gratuluje!

  2. Konkurs już się skończył, ale ja i tak podzielę się moim wspomnieniem kulinarnym z dzieciństwa: ryż na mleku z jabłkami i cynamonem mojej babci. Nigdy nie udało mi się zrobić takiego samego. Te same składniki, ta sama procedura, a jednak nie ten smak, babciny był inny. W czym tkwi ten sekret? Nadal nie wiem…

    1. W szczypcie opiekunczosci, odrobinie czulosci i ogromnej dozie milosci. Wspomnienia z dziecinstwa maja wielka moc.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *